Roksana

Roksana to 24-latka, która w 2019 roku usłyszała diagnozę, ktora była dla niej jak wyrok. Z czasem jednak, zaczeła dostrzegać wiecej, a słowa które usłysała od lekarza nabierały głebszego znaczenia. 

 

 

 

W zeszłym roku (2019), niedługo po swoich urodzinach, na wizycie u fizjoterapeuty na moich plecach został zauważony guz pod skórą (3x4cm), który okazał się być widoczny, ale nie przeze mnie. Nie bolał, więc nawet nie wiedziałam, że tam jest. Niecały miesiąc wcześniej byłam na wakacjach. Wróciłam więc do zdjęć z tamtego czasu, by się przyjrzeć czy może było coś już widać, ale oglądając zdjęcia nie było go, więc urósł w bardzo szybkim tempie.

Biopsja z wynikiem tłuszczak. Pierwsza wizyta u chirurga okazała się kolejnym podejrzeniem tłuszczaka, aczkolwiek widziałam niemałe zmieszanie w jego oczach. Pierwszy zabieg pod koniec listopada. Znieczulenie miejscowe - guz był tak głęboko, że w pewnym momencie przestało działać i usuwanie stało się torturą. Ból nie do zniesienia, wycinanie "na żywca". Nigdy nie czułam takiego bólu. "Guz był bardzo głęboko, musiał być tam już dużo wcześniej, a dopiero teraz wyrósł na wierzch" - słowa, które utkwiły mi w głowie. Już wtedy wiedziałam , że to nie może zwiastować niczego dobrego. Wyniki dostałam przed świętami Bożego Narodzenia. Były złe, ale trzeba było czekać na uzupełnienie. Kolejne wyniki już w nowym roku potwierdziły, że to złośliwa zmiana nowotworowa. To był cios. Jednego dnia zmienia się całe Twoje życie o 180 stopni. Nagle w wieku 24 latach zaczynasz się zastanawiać ile zostało ci życia. Dlaczego to właśnie ja? Czy umrę? Czy czeka mnie bolesne leczenie, czy będę miała chemię, czy stracę włosy? Czy będę cierpiała? Bólu fizycznego nie ma, zostaje ten psychiczny - walka tocząca się każdego dnia w twojej głowie, ogłuszająca, którą słyszysz tylko ty. Twoja choroba nagle staje się testem dla ludzi, którzy cię otaczają - kto z Tobą zostanie, a kto odejdzie. W momencie, gdy jedni zrezygnowali, inni pokazali jak bardzo można kochać. Rodzina, przyjaciele, władze uczelni, na której studiuję - moje ciche anioły, które tulę w sercu każdego dnia.  Dzięki Nim znalazłam się w najlepszych rękach w Katowickim Centrum Onkologii. Kolejne prywatne badania guza dały jednoznaczny wyrok - złośliwy nowotwór osłonek nerwów obwodowych (MPNST). Dlaczego wyrok? Bo w pierwszej chwili nie widzisz żadnego rozwiązania - jesteś tylko ty i rak. Ale w tym samym momencie zaczyna też rosnąć w tobie siła i ogromna determinacja. Chcesz żyć, więc walczysz o to życie. Mimo wszystko to był kolejny cios. Bo nawet jeśli człowiek jest chory, to stale  odpiera tą myśl od siebie. To nie trafia do niego, tego nie da się zaakceptować z dnia na dzień. Lekarz dostając wyniki nie spodziewał tego, co w nich zobaczył. Dowiedziałam się, że to bardzo złośliwy nowotwór, trzeba szybko działać i usunąć część mięśnia z łopatki z marginesem zdrowej skóry. Operacja, szpital, śmiertelny strach… Pierwszy raz w życiu byłam usypiana. Bałam się , że mogę się już nie obudzić. Noc przed operacją nie spałam tylko płakałam, rządził mną strach. Panie, z którymi leżałam w pokoju były tam z powodu guza w piersi. Wzajemnie się wspierałyśmy, byłyśmy operowane tego samego dnia. Pamiętam moment, kiedy pielęgniarka przyjechała po mnie z wózkiem. Droga przez korytarz, aż w końcu sala operacyjna. Tam zastałam lekarzy w śmiesznych czapeczkach, którzy uspokajali mnie ciepłym i opiekuńczym głosem. Żartowali, że chwilę się zdrzemnę i będzie po wszystkim. Podeszli do mnie jak do dziecka, bo tak też się wtedy czułam - bezbronna. Ostatni moment, który pamiętam, to moment podania narkozy. Zamknęłam oczy i na chwilę odeszłam do innego świata. Kiedy się obudziłam byłam już na swoim łóżku , a nade mną stała Pani anestezjolog. Popłakałam się ze szczęścia, przytuliłam ją i dziękowałam, że się obudziłam, że ŻYJĘ! To była jedna z piękniejszych chwil. Następnego dnia mogłam zobaczyć bliznę na łopatce, mój osobisty ślad najcięższej walki w życiu.

Mija już prawie rok od pierwszego zabiegu i wciąż mogę cieszyć się zdrowiem. Moje życie uzależnione jest już od stałych wizyt kontrolnych i badań, ale każda kolejna pozytywna wizyta daje nadzieję. "Brak przerzutów" to aktualnie najpiękniejsze co mogę usłyszeć. Walczę każdego dnia, staram się czerpać z życia to co najwspanialsze. Wierzę, że podejmując walkę, już jesteśmy wygrani,  jesteśmy w stanie poradzić sobie ze wszystkim. Nie traćmy więc nadziei, odrzucajmy złe myśli i kochajmy najmocniej jak możemy, żeby doświadczać tej miłości każdego dnia, które są tak niepewne. Doceniajmy każdy dzień w zdrowiu, szukajmy piękna w najmniejszych szczegółach. Choroba uczy, pozwala lepiej zrozumieć świat, pozwala inaczej spojrzeć na życie i ludzi. Dostrzec kruchość życia.  Wspierajmy się wzajemnie i bądźmy wdzięczni rodzinie i każdemu, kto dokłada cegiełki w walce o nasze życie. Utożsamiam się z każdym, kto cierpi z powodu nowotworu, bo wiem jakie to jest trudne. Ale pamiętajmy, że za każdą chmurą kryje się słońce. A dla nas świeci ono wyjątkowo mocno. Wciąż może być pięknie.