Paweł

Nazywam się Paweł i 18 lat temu zachorowałem na chłoniakaDziś mam ich 25, a od tamtego czasu moje życie zmieniło się o 180 stopni. I to kilka razy.

 

 

 

 

Zaczęło się niewinnie, od gorączki, niewielkiej duszności i paru powiększonych węzłów. Dalej potoczyło się już szybko - 2 tygodnie leczenia w kierunku infekcji, a gdy to nie pomogło padło pierwsze podejrzenie, że to może być nowotwór. W dużej mierze dzięki tak szybkiej diagnozie dzisiaj mogę cieszyć się zdrowiem. Trafiłem na oddział Onkologii szpitala przy ul. Litewskiej. Spędziłem tam 7 miesięcy przyjmując kolejne cykle chemioterapii. Na szczęście powikłania leczenia nie przesuwały kolejnych chemii i wszystko szło planowo. Oczywiście mniejsze działania niepożądane jak grzybica jamy ustnej, zawroty głowy, pogorszenie wyników, ciągłe zmęczenie i chęć przespania całych dni to norma, która mnie nie ominęła. Ale to jest nic, w porównaniu do tego co mogłoby mnie spotkać.

Dzisiaj kończę studia i w niedalekiej przyszłości będę lekarzem. O chorobie przypominam sobie w takich chwilach jak ta, gdy mogę się z kimś podzielić tą historią. W całym tym nieszczęściu miałem przy sobie bliskich - zarówno rodzinę, przyjaciół jak i osoby mi obce, które później zostały przyjaciółmi, jak na przykład wolontariusze Fundacji, personel szpitala, inne chore dzieci i ich rodzice. Z wieloma z nich mam kontakt to dziś.

Z każdej sytuacji należy wyciągać jakieś pozytywy, a ta nauczyła mnie, że życie jest zbyt krótkie i zbyt kruche, aby martwić się o każdy jego szczegół. Nie wszyscy mamy możliwość wyboru w życiu. Nie wybierzemy rodziny, szczęścia które nas spotyka, ani tego czy będziemy zdrowi. Ważne jest, aby przeżyć je jak najlepiej i wśród jak najlepszych ludzi. Nie uważam, że miałem jakiegoś nadzwyczajnego pecha, ani że jestem kimś specjalnym, bo wygrałem z rakiem. Jestem taki sam jak setki chorych na całym świecie. Choroba nie czyni nas lepszymi, czy gorszymi od innych. Chcę, żebyś o tym pamiętał, Drogi Czytelniku. To czy z niej wyciągniemy wnioski, zależy tylko od nas. Wiedz również, że trzymam za Ciebie mocno kciuki. A jeśli to Cię nie przekonuje, to na pewno trzymają je Twoi bliscy. I na koniec - nie trać uśmiechu. Jest on na to zbyt cenny.