Marietta

Jestem jedną z osób chorych na nowotwory znane jako mięsaki tkanek miękkich i kości, a leczone w Centrum Onkologii.
Jestem studentką V roku inwestycji i nieruchomości na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, niestety ze względu na moją chorobę, byłam zmuszona do wzięcia urlopu zdrowotnego.
Wszystko zaczęło się około 2 lata temu... Pewnego dnia zauważyłam na prawej dłoni w okolicy kciuka i palca wskazującego malutki guzek, który w niczym mi nie przeszkadzał. Zbagatelizowałam sprawę, gdyż koleżance zrobił się podobny i okazał się niegroźnym ganglionem. Coś jednak nie dawało mi spokoju i wybrałam się do lekarza ortopedy. Ten skierował mnie na prześwietlenie dłoni, które nic nie pokazało - oczywiście diagnoza to podejrzenie gangliona (czyli nic, czym można by się zaniepokoić). Minęło kolejne pół roku, guz urósł, wyglądał dziwnie. Ponownie wybrałam się do tego samego lekarza. Ten znów wysłał mnie na prześwietlenie ręki i badanie krwi, które znów niczego nie wykazało. Lekarz stwierdził, że coś jest, on nie wie co to, jedyne co może zrobić to wyciąć go, ale nie daje gwarancji, że zabieg się uda i będzie wszystko dobrze. Zdecydowałam się na zabieg, który miał się odbyć w maju 2007. Jednak moja ciekawość nie dawała mi spokoju, weszłam do Internetu, poczytałam co nieco, przestraszyłam się i dzięki Bogu zrezygnowałam z zabiegu.
Żyłam sobie z moim guzem kolejne pół roku... zrobił się bardzo brzydki, rozrósł się bardziej, zaczął mi przeszkadzać, nie mogłam pisać, ponieważ bolała mnie dłoń, drętwiała mi kiedy dłużej pisałam. Wtedy naprawdę się przestraszyłam, stwierdziłam że nie mogę dłużej tego wszystkiego odwlekać, coś jest nie tak, więc jeżeli szanowny pan ortopeda nie będzie umiał mi pomóc, to będę szukać pomocy gdzie indziej. Kiedy pokazałam się temu lekarzowi po pół roku, widać było jego zaskoczenie. Chyba nie spodziewał się takiego widoku guza. Chyba już w ogóle zwątpił w to co może zrobić, ale wysłał mnie na rezonans magnetyczny. Kiedy przyszłam do niego z opisem rezonansu, w którym było zasugerowane podejrzenie, pan doktor stwierdził, że najlepiej byłoby, żebym skonsultowała to jeszcze z onkologiem, bo on nie ma takiej wiedzy i nie wie co to może być. Hmmm, tylko dlaczego zwodził mnie prawie 1,5 roku, czy nie mógł zlecić mi takich badań wcześniej lub odesłać do innego lekarza? Udałam się do lekarza onkologa, po przeczytaniu opisu rezonansu reakcja była natychmiastowa – wysyłam panią na pobranie biopsji do szpitala onkologicznego w Bydgoszczy. Tym sposobem 6.08.2008 miałam pobrany wycinek, cierpienie było ogromne, prawie dwa miesiące ręka „dochodziła do siebie”. Podobno już na drugi dzień po pobraniu wycinka wiadomo było co to jest, rodzice wiedzieli, ja nie – nie chcieli mnie martwić, więc czekałam na wynik prawie dwa tygodnie. 14 dni żyłam w niewiedzy, słodkiej niewiedzy, bo to co usłyszałam zwaliło mnie z nóg. Sarcoma synoviale monophasicum (mięsak maziówczak) „wygrałam” los na loterii, jestem przypadkiem 1/100 000. Przy moim szczęściu mogłabym skreślać kupony w totolotku. Lekarz onkolog odesłał nas do kliniki w Warszawie. Na początku września byliśmy na konsultacji, tego dnia mój świat runął zupełnie. Dowiedziałam się co to jest za wredny nowotwór, jak trudno jest go wyleczyć i jak będzie wyglądało leczenie. Przejdzie pani 2 kursy chemioterapii, 5 naświetlań, amputację kciuka i palca wskazującego i 4 kursy chemioterapii uzupełniającej – to był chyba wyrok. Amputacja 2 palców!!! Rozpacz, nie mogłam się z tym pogodzić, moje kochane paluszki!!! Po jakimś czasie przywykłam do tego, ale minęło dużo czasu. 9.10.2008 trafiłam na chemię, w międzyczasie zrobił mi się przerzut do prawostronnych węzłów pachowych, oczywiście konieczność ich wycięcia, kolejny dramat. 8.12.2008 amputacja, zostałam pozbawiona moich kochanych paluszków i pachowych węzłów chłonnych. Okazało się, że - na szczęście - tylko jeden węzeł był zaatakowany. Dziś jestem pogodzona z tym co mnie spotkało, wierzę że może być już tylko lepiej. W tej chwili jestem po 6 kursach chemioterapii, w tym dwukrotnie miałam toksyczność czwartego stopnia (zagrożenie życia).
Na skutek amputacji palców mam niesprawną rękę, gdyż ucieka ona w prawą stronę przez co nie mogę pisać i cokolwiek przy sobie robić. W tej chwili wymagam pomocy osób trzecich. Ze względu na to, że miałam pisać pracę magisterską, musiałam wziąć urlop zdrowotny. Po skończeniu studiów chciałabym podjąć pracę, która wiąże się z pracą z ludźmi oraz wymaga sprawnej dłoni. Jak każda młoda osoba pragnę dobrze wyglądać, żyć pełnią życia i nie być wytykaną palcami, co w chwili obecnej jest niemożliwe, bo gdzie się nie pojawię, jestem obiektem zainteresowania.
Walka o życie jest jednak silniejsza, nie wiem dlaczego, ale odczuwam wewnętrzny spokój i jestem przekonana, że wszystko będzie dobrze. Mam wokół siebie osoby, które mnie kochają – rodziców, narzeczonego, przyjaciół i to jest dla mnie najważniejsze. Nie wiem jak dalej potoczy się moje życie, ale musi być dobrze!!!