Jakub

Nazywam się Jakub, mam 28 lat. Jestem jedną z osób chorych na nowotwory, znane jako mięsaki tkanek miękkich i kości, a leczone w Centrum Onkologii w Warszawie.

Moja historia z mięsakiem zaczęła się w 2010 roku. Był początek maja, wróciłem właśnie z majówki, na której byłem z przyjaciółmi. Poszedłem do szpitala po wynik histopatologiczny guza, który wycięto mi uprzednio ze stawu skokowego. Wiele osób czekało wówczas do lekarza, zostałem wezwany do gabinetu jako pierwszy. Zacząłem się zastanawiać skąd to wyróżnienie, gdyż nie byłem na początku kolejki. W gabinecie wszystko się wyjaśniło. „Ten guz, który Panu wycięliśmy, jest złośliwy” usłyszałem od Pana Doktora. Wtedy jeszcze nie wiedziałem jaki guz, ale byłem przerażony. Następnego dnia odbyłem pierwsze konsultacje z lekarzami onkologami. Otrzymałem pierwsze sugestie co do leczenia, pojawił się także pomysł amputacji z uwagi na fakt, że noga już wcześniej nie była w pełni sprawna. Obawiałem się reakcji Rodziców, nie chciałem widzieć skrajnych emocji. Podeszliśmy jednak do sprawy na spokojnie i racjonalnie, co bardzo mi pomogło.

Nie pozwoliłem na to, żeby choroba zdominowała moje życie. Kończyłem wówczas studia i - zgodnie z wcześniejszymi założeniami - obroniłem się w lipcu 2010 roku. Uzyskałem tytuł magistra inżyniera biotechnologii. Dwa miesiące później zacząłem radioterapię w Dolnośląskim Centrum Onkologii. Miałem tam bardzo dobrą opiekę, byłem przebadany wielokrotnie pod kątem ewentualnych niebezpieczeństw. Za bardzo dobrą opiekę medyczną nade mną jestem wdzięczny Personelowi z Zakładu Teleradioterapii, a w szczególności Pani Doktor Agacie Szulc.

W trakcie trwania leczenia zapisałem się na prawo jazdy na motor, które od dawna chciałem zrobić. Zaraz po naświetlaniach jeździłem na jazdy motorem, co pozwoliło mi  na to, aby nie skupiać się na chorobie. Po leczeniu co kilka miesięcy miałem badania w celu sprawdzenia ewentualnej wznowy lub przerzutów, i kilkakrotnie w wynikach pojawiał się znak zapytania odnośnie wznowy. Prowadziłem wówczas aktywne życie - wyjechałem do Niemiec na staż, a następnie rozpocząłem tam doktorat w dziedzinie biotechnologii. Noga coraz bardziej nie dawała mi spokoju. Staw skokowy był w fatalnym stanie, prawie sztywny i bardzo obolały. Ból był praktycznie nieustający. Doszedłem do stanu, podczas którego brałem cały zestaw leków przeciwbólowych, ale i one nie zawsze przynosiły ulgę, często nie spałem w nocy. Zostałem skierowany do kliniki do Berlina, w której powiedziano mi, że istnieje możliwość wznowy mięsaka. Noga jednak była w takim stanie, że niezależnie od obecności nowotworu, nadawała się do amputacji. Dostałem wybór wykonania biopsji i - w przypadku wznowy - amputacji lub amputacji bez uprzedniej biopsji. Po krótkim namyśle wybrałem drugą możliwość. W grudniu 2012 r., tj. 2.5 roku od rozpoznania choroby, amputowano mi prawą nogę pod kolanem. Na Święta Bożego Narodzenia wróciłem do domu, do Polski. Na początku było ciężko, zwłaszcza z powodu bólów fantomowych. Nie mogłem pogodzić się z tym, że po takich cierpieniach i fizycznych,  psychicznych, otrzymuję dodatkowe. W kolejnych tygodniach bóle fantomowe były na szczęście coraz mniej intensywne. W styczniu 2013 roku rozpocząłem rehabilitację, do której podszedłem wysoce zdeterminowany. Ćwiczyłem więcej niż ode mnie oczekiwano, co w efekcie miało i negatywne skutki. Ból towarzyszył mi często, ale byłem do niego przyzwyczajony, więc w krótkim czasie zacząłem chodzić na protezie. W kwietniu 2013 r., czyli po 4 miesiącach od amputacji, wróciłem do pracy. Pracuję w laboratorium, a więc dużo czasu spędzam stojąc i chodząc. Na początku bolało, ale z czasem było coraz lepiej. Podczas „oswajania się” z protezą, zmieniał się kształt amputowanej nogi, pojawiały się rany, a zatem konieczne były wielokrotne zmiany w protezie. Proces wymagał cierpliwości, której czasem mi brakowało.

Aktualnie, 1.5 roku po amputacji, czuję się bardzo dobrze. Zdarza się, że miewam bolesne rany na nodze, które są niczym w porównaniu do stanu sprzed amputacji. W tym momencie dysponuję dwiema protezami – do chodzenia i do pływania, obie użytkuję intensywnie. Prowadzę aktywne życie i mam ambitne plany na przyszłość. Bez wątpienia choroba dała mi chwile rozważań nad sensem życia.

Podczas tej ciężkiej drogi nie byłem sam. Zawsze stali za mną Rodzice i Siostra, za co jestem im bardzo wdzięczny. Otrzymywałem również dużo siły od dalszej Rodziny i Przyjaciół, czego także nigdy nie zapomnę. Choroba umocniła moje relacje z tymi, którzy byli blisko.

Wierzę głęboko, że moja historia z mięsakiem się już skończyła, ale wciąż pozostaję pod kontrolą onkologiczną. Wszystkim chorym życzę mnóstwo siły i dedykuję następujące myśli:  „Prosiłem o siłę... Bóg dał mi przeciwności losu, aby zrobić mnie silnym”, „Prosiłem o odwagę… Bóg dał mi przeszkody do pokonania”.