Ewa

Jestem jedną z osób chorych na nowotwory znane jako mięsaki tkanek miękkich , a leczone w Klinice Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaka Centrum Onkologii w Warszawie.

Mam na imię Ewa , lat 26. Moja choroba zaczęła się w marcu 2012 roku. Początkowo niewinnie, bo tylko ból w okolicy lewej łopatki promieniujący do barku. Pomyślałam, że coś ciężkiego podnosiłam, przeciążyłam bark, przecież pracowałam fizycznie, mieszkałam na  wsi. Gdy ból się nasilał zgłosiłam się do lekarza pierwszego kontaktu.  Lekarz również podejrzewał przeciążenie stawu barkowego, jakiś stan zapalny. Otrzymałam leki przeciwbólowe  i przeciwzapalne. Mimo ze przyjęłam cała serie nie było poprawy, ból nadal występował, nie mogłam leżeć, spać. Na kontrolnej wizycie lekarz zlecił prześwietlenie płuc i barku, miałam zgłosić się  za 2 dni gdy będzie opis zdjęć rtg. Kolejna wizyta u lekarza pierwszego kontaktu i wiadomość zwalająca z nóg. Guz o średnicy 60 mm w lewym płucu. Dla mnie był to szok. Minęło niecałe półtora roku jak moja mama zmarła na raka płuc. W głowie mętlik i tysiące myśli… W ciągu kilku dni dostałam się do pulmonologa, który po obejrzeniu rtg wydał skierowanie na oddział chorób płuc. I tak trafiłam do szpitala w Białymstoku na II Oddział Chorób Płuc. Prowadziła mnie wspaniała Pani Doktor, miałam wykonywane szereg badań. Podejrzenie  nowotwór płuc, tym bardziej że mama zmarła, ale byłam chyba za młoda na nowotwór płuc. Co prawda,  wcześniej paliłam papierosy, ale od 2 lat już nie paliłam. Kolejne badania, powtarzane znowu, kolejna diagnoza - to raczej nie nowotwór płuc. Dodatkowo znaleziono powiększone węzły chłonne śródpiersiowe  - podejrzenie chłoniaka… Kolejne biopsje, bronchoskopia i inne badania. Ból nadal się utrzymywał, byłam coraz słabsza. Moja Pani Doktor nie dawała za wygraną, widziałam jak zależy jej na tym by w końcu dowiedzieć się, co mi dolega. Wiadomo było, że to nowotwór złośliwy, trudności były w określeniu jaki to nowotwór. Konsultacje onkologiczne nie dały nadal rozpoznania. Zebrało się nawet konsylium onkologów by przejrzeć moje wyniki. Każdy z lekarzy onkologów w Białymstoku  bardzo  był  zainteresowany moim „przypadkiem”, ale nikt nie zdecydował się na podjęcie się leczenia.

Dzięki  znajomościom i uporowi mojej Pani Doktor otrzymałam skierowanie na konsultacje  do Pana Profesora z Instytutu Onkologii w Warszawie. Była połowa maja 2012 roku. W Warszawie kolejne badania ( mediastinoskopia,  PET), kolejne konsultacje, czekanie na wyniki… W końcu wizyta i postawienie diagnozy – mięsak tkanek miękkich – podejrzenie mięsaka Ewinga. Co to do cholery jest ? Szok dla mnie i moich przyjaciół. Podjęto decyzje co do leczenia - proponują chemioterapię i radioterapię ( koniec maja 2012 r.) Początek czerwca zaczynam moja chemioterapię.  Przyjaciółka, która jest pielęgniarką, powiedziała jakie mogą być skutki uboczne leczenia chemioterapią. Dokładnie 2 tygodnie po pierwszej chemii wypadły mi włosy - szok, pomimo że wiedziałam, że stracę  włosy. Pojawiły się wymioty po chemii, a na dodatek  nadal ten ból pleców. Ustalono leczenie przeciwbólowe. Po 2 wlewach CT pojawił się przerzut do prawego płuca. Co jest ? Miało niszczyć to, co jest, a tu  coś pojawia się  w prawym płucu. Załamałam się, popadłam w depresję, poddałam się. Pomoc psychologa była dla mnie koniecznością. „ Prowadząca” mnie Pani doktor zorganizowała konsultacje z psychiatrą, otrzymałam leki. Zaprzyjaźnione na oddziale pielęgniarki zaproponowały mi rozmowę z Panią psycholog, która jest w Instytucie Onkologii. Po jakimś czasie nastąpiła poprawa stanu psychicznego, choć nadal są obawy co będzie dalej. Zmieniono mi chemię.  Po kilku wlewach jest poprawa, cofnęły się zmiany z prawego płuca, zaczęły  też zmniejszać się zmiany w lewym płucu.  W sumie przyjęłam 13 wlewów. Zmiany już się nie zmniejszają. Obecnie jestem po 2 tygodniowym naświetlaniu. Czekam na badania kontrolne i decyzje co dalej, jakie leczenia i jak długo jeszcze będę walczyła z chorobą.

Będę walczyła, nie poddam się. Dzięki tej chorobie, wiem kto jest prawdziwym przyjacielem, kto jest przy mnie, gdy jest dobrze i gdy jest gorzej. Choroba nowotworowa to dla mnie jedno z najdramatyczniejszych przeżyć w moim dotychczasowym życiu. Trudne dzieciństwo (DDA), złe doświadczenia życiowe, życie nie oszczędzało mnie. Mimo że mam siedmioro  rodzeństwa, tylko jedna siostra czasem napisze smsa: „ Co u ciebie, jak się czujesz?” Pozostali bracia, siostry,  tak jak i ojciec, nie interesują się mimo, że wiedzą o chorobie. Nigdy mnie nie odwiedzili w szpitalu, nigdy nie zapytali czy potrzebuję  jakiejkolwiek pomocy. Żadnego telefonu, nawet na święta czy urodziny… To przykre, ale prawdziwe…

Dawni znajomi, choć oczywiście bardzo współczują, nie wytrzymali tej próby, nie potrafili przystosować się do mojej choroby, jakby nowotwór był zaraźliwy.

Czas spędzony w szpitalu to nowe znajomości, przyjaźnie. To długie rozmowy  i kilogramy zjedzonych żelków z dziewczynami z sali (Justyna, Ewelina).  Poznałam wielu obcych ludzi, którzy dają mi wsparcie i pomagają mi w walce z chorobą. Chciałbym podziękować wszystkim  pielęgniarkom (szczególnie Monice, Iwonce) i lekarzom oraz całemu personelowi również pacjentom z  Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich i Kości w Warszawie za cierpliwość, za wspaniałą opiekę, pomoc i wsparcie w tych najcięższych chwilach. Szczególne podziękowania składam też  Pani Eli, Pani Psycholog , dla księdza Marka i Pana Andrzeja ze Stowarzyszenia „SARCOMA”.  To dzięki Wam odzyskałam wiarę w ludzi,bez Was nie wiem czy miałabym tyle sił.