Asia

Jestem jedną z osób chorych na nowotwory znane jako mięsaki tkanek miękkich i kości, a leczone w Centrum Onkologii. Moje dolegliwości zaczęły się w 2005 r. Po prostu potknęłam się, źle stanęłam i nasilił się ból biodra, zaczęłam kuleć na lewą nogę. Posmarowałam kilkoma maściami, przeszło i zbagatelizowałam problem. Kiedy na lekcji wychowania fizycznego podczas biegu przewróciłam się, jak gdyby noga odmówiła mi posłuszeństwa, przestraszyłam się. Poszłam do lekarza, otrzymałam skierowanie na badanie krwi i okazało się, że to anemia – dostałam do łykania lek podwyższający poziom żelaza i tyle... Ból znów się odzywał, więc udałam się do ortopedy. Stwierdzono, że biodro „wypycha” mi się od skoliozy – dostałam zalecenie, żeby chodzić na basen i częściowe zwolnienie z wychowania fizycznego. Niestety, ból dokuczał coraz bardziej, nie mogłam leżeć, siedzieć, najwygodniej było mi chodzić. W nocy z bólu snułam się po domu jak duch. I wtedy poszłam do innego ortopedy.
Przyjął mnie do siebie na oddział, w szybkim tempie zrobił CT miednicy i okazało się, że mam guzy. To był maj, zakończenie roku szkolnego tuż tuż, a tu taka wiadomość... Zostałam skierowana do Centrum Onkologii w Warszawie. Tam, po szybkiej konsultacji z chirurgiem, zostałam zakwalifikowana do przyjęcia na oddział i szybkiej biopsji. Ta wiadomość zwaliła mnie z nóg. Po prostu wyrok – masz raka czeka cię przynajmniej roczne leczenie – chemioterapia, radioterapia. Totalny szok, załamałam się. Dla mnie rak oznaczał tylko i wyłącznie śmierć, a miałam dopiero 18 lat i całe życie przed sobą... Przerażało mnie to całe leczenie, wypadanie włosów, ale dzięki wsparciu rodziny, przyjaciół, personelu medycznego w Centrum Onkologii  zrozumiałam, że wcale tak nie jest i nie mam się czego wstydzić, bo ja nic tu nie zawiniłam – po prostu jestem chora na raka i trzeba stawić temu czoło. Początki były ciężkie zarówno dla mnie, jak i dla mojej rodziny, ale daliśmy radę. Minął już ponad rok, jestem po 15 kursach chemioterapii, mój stan jest stabilny i jeżdżę na kontrole. W tym czasie były wzloty i upadki, ale jestem szczęśliwa, że mimo tej choroby nie zrezygnowałam ze szkoły i zdałam maturę. Jestem wdzięczna personelowi medycznemu z Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich i Kości za opiekę i wsparcie, za cierpliwość i za całokształt. Apeluję do innych: nie lekceważcie bólów, które się nasilają. Może gdybym ja wcześniej poszła do tego ortopedy, który zrobił mi CT nie musiałabym brać chemii....