Aneta

Jestem jedną z osób chorych na nowotwory znane jako mięsaki tkanek miękkich i kości, a leczone w Centrum Onkologii.

"Dawno, dawno, temu…”, od tych słów zazwyczaj rozpoczynają się bajki, no cóż to nie będzie bajka.

Mam na imię Aneta i obecnie 25 lat.

6 lat temu pod pachą prawej ręki, czułam jak coś mnie od środka ściąga, myślałam że może się uderzyłam i jest tam siniak, ale z czasem pojawił się guz. Kiedy go wyczułam wszystko już bardzo szybko się potoczyło. Wykonałam kilka badań, które miały pomóc w rozpoznaniu tej zmiany, po czym trafiłam prywatnie do chirurga onkologa (na szczęście).

Miałam mieć drobny zabieg usunięcia tego guza, jednak lekarza zaniepokoił kolor i jego układ. Lekarz ten pracował na oddziale onkologicznym Akademii Medycznej w Gdańsku, gdzie się znalazłam i przeszłam 3 operacje. Badanie histopatologiczne wykazało: Sarcoma synoviale monophasicum.

Kiedy się dowiedziałam, że to nowotwór – nie rozpaczałam, ani nie załamałam się, bo chyba było to dla mnie jeszcze pojęcie abstrakcyjne, a przede wszystkim: wszystko się działo w trakcie zdawania matury, więc zdanie jej było dla mnie najważniejsze.

Po dwóch latach, kiedy o chorobie przypominały mi tylko wizyty kontrolne, pojawiła się wznowa choroby (czerwiec 2004 r.). Wiązała się z tym kolejna operacja. Zaczęłam się poważnie martwić kiedy okazało się, że po miesiącu znowu coś się dzieje. Wtedy rodzice postanowili poszukać pomocy w innym miejscu.

O Centrum Onkologii w Warszawie dowiedziałam się od nauczycielki z mojego liceum, a niestety nie z AM w Gdańsku. Kiedy przyjechałam (13.07.2004 r.), bardzo mile mnie potraktowano w rejestracji dla osób pierwszorazowych. Po czym skierowano mnie do odpowiedniego lekarza. Dopiero wtedy, kiedy lekarz przedstawił mi przebieg dalszego leczenia, zrobiło mi się słabo i ugięły mi się nogi. Pojawiły się pierwsze łzy, bo jednak najstraszniejsza była dla mnie myśl o chemioterapii i wypadnięciu włosów. Od tego czasu jestem pod stałą opieką lekarską. Do roku 2008 w Klinice Nowotworów Tkanek i Kości przeszłam dwa rzuty chemioterapii ( I – 6 kursów, II – 8 kursów), 4 operacje i radioterapię (łącznie 30 napromieniowań).
Podczas całego leczenia przeplatały mi się przeróżne uczucia – płacz, gniew, strach, ból, radość, uśmiech. Były chwile zwątpienia i chandra…, ale na szczęście chwilowe, bo trzeba było mieć dużo sił, żeby łagodniej to przejść. Jestem zdania, że nie wolno się użalać nad sobą, bo to w niczym nie pomaga. W tym nieszczęściu – jakim jest choroba – spotkało mnie dużo szczęśliwych chwil. Przede wszystkim poznałam niesamowitych, dzielnych i bardzo ciepłych ludzi. Nigdy nie zapomnę o tych, których już nie ma...
Kiedy razem się przechodzi leczenie, jest łatwiej. Żeby czas szybciej leciał układaliśmy puzzle, graliśmy w scrabble, w karty, czytaliśmy książki, czasopisma, oglądaliśmy TV, zdjęcia, spacerowaliśmy, spotykaliśmy się po kilku godzinach chemii na balkonie pierwszego piętra; w Klinice był też komputer z dostępem do Internetu, i nieoficjalne wyjścia…, których nie mogę zdradzić. Śmialiśmy się ze swoich dolegliwości… Naprawdę było dużo miłych chwil, które z sentymentem wspominam i tylko te chcę pamiętać.
Ogromnym wsparciem dla mnie była moja kochana rodzina i przyjaciele, którym serdecznie dziękuję. Dużą zasługę łatwiejszego przejścia leczenia zawdzięczam także przesympatycznemu personelowi: lekarzom, pielęgniarkom i obsłudze. Bardzo serdecznie im dziękuję za pomoc, wsparcie w trudnych chwilach, uśmiech… to ludzie, o których nie powiedziałabym złego słowa.
Choroba nowotworowa jest trudnym doświadczeniem życiowym, ale kiedy jest się optymistą, człowiekiem pozytywnie nastawionym do życia, nie użalającym się nad sobą i nie zadającym pytania retorycznego: dlaczego mnie to spotkało? to wygra się… nowe, lepsze życie.
Choroba odwróciła moje życie – ale pozytywnie. Włosy odrosły, ręka choć nie w pełni sprawna – jest zdrowa! Uczę się pisać lewą, pracuję, chodzę na imprezy. Życie wróciło do normy, ale takiej nowej normy. Nigdy nie będzie szare i nudne. Adrenalina wzmaga się przed każdą wizytą kontrolną i jestem szczęśliwa kiedy lekarz mówi, że wszystko jest w porządku. Dostrzegam to, co jest naprawdę ważne, z dystansem podchodzę do wielu spraw, cieszę się każdym przeżytym dniem i z uśmiechem idę dalej.